Energia

Pasja i energia to choroby zakaźne. Jedni są na nie ogromnie podat­ni, inni nieco mniej, ale tak czy owak nie ma nic, co bardziej skute­cznie wpływałoby na ludzi niż własny entuzjazm, błysk w oku, radość działania, poczucie bycia potrzebnym. Ludzie bardzo pragną energii, radości, tej szczególnej wibracji towarzyszącej tworzeniu. Zawsze po­dobają im się osoby naturalne, pogodne, zaangażowane, wesołe. Lu­bią przebywać w otoczeniu spontaniczności, aktywności, atrakcji, otwartości, wszystkiego, tylko nie nudy.

Entuzjazm jest największym skarbem tego świata. Wart jest więcej niż pieniądze, wła­dza, wpływy.

Henry Chester

Skąd wziąć energię do życia? i Żyj z pasją to tytuły nagranych przeze mnie programów rozwoju osobistego. Od samego słuchania już chce się żyć, a kiedy zaczniesz realizować zawarte tam pomysły, po prostu nie masz jak pozostać na tym samym poziomie witalności. Musisz pójść w górę, bo porywam cię na sam szczyt.

Wiem, że trudno jest znaleźć entuzjastów z krwi i kości, ale po­wiem ci, że równie trudno jest znaleźć ludzi gotowych na przygodę, na niespodziankę, na spontaniczne zachowanie. Rutyna, bezpieczeń­stwo zdarzeń przewidywalnych, przyziemne plany zabijają ducha ra­dości i nie dopuszczają do ciebie sukcesu ani pieniędzy. Jeżeli wszy­stko jest tak koszmarnie przewidywalne, gdzie miejsce na oczarowa­nie, ekstazę, niezwykłość, urok magicznej chwili?

Bez entuzjazmu nigdy nie osiągnięto niczego wielkiego.

W tym roku jeden z zimowych tygodni spędziłam na nartach w Au­strii. Pogoda była tak cudna jak nigdy poprzednio. Wyobraź sobie codziennie co najmniej osiem godzin na świeżym i naprawdę czystym powietrzu na wysokości bliskiej 3 tys. metrów. Bajeczne słońce i ten niezwykły błękit nieba, na tle którego w niższych partiach cudownie odcinały się ośnieżone świerki. Był początek stycznia, mało ludzi na stokach, niezwykła swoboda poruszania się tam, gdzie masz na to ochotę, i ta rozkoszna gwarancja, że jutro, że pojutrze i jeszcze póź­niej będzie kolejny tak samo niesamowity dzień.

Cały czas w ruchu, na lekkim mrozie, w słońcu, otoczona nieskazi­telną bielą śniegowego puchu. W przerwach herbata z rumem wypita w barze na nasłonecznionym stoku wśród uśmiechniętych, zadowolo­nych z życia ludzi, chętnych do rozmowy, żartujących, tańczących w narciarskich butach (przecież to nie problem…). Spełnione marze­nia. Wieczorem obowiązkowe pływanie w wodach termalnych, łaźnie tureckie i długie rozmowy, czasem tańce.

Nietrudno sobie wyobrazić, ile energii wchłonęło moje ciało w trakcie tego zimowego tygodnia. Normalnie, w mieście, gdzie wszystko jest w tym czasie szare, brudne i zimne, ludzie przemyka­ją chyłkiem pomiędzy domem i pracą. Czują się zmęczeni, znużeni i po prostu usiłują przetrwać ten smętny czas. A mnie rozpierała energia. Następnego dnia po powrocie usiłowałam kogoś „wyciąg­nąć” na spacer, gdyż pogoda w Szczecinie też była akurat słoneczna i mroźna. Szukałam czegoś, aby znowu oddychać pełną piersią. Jak sądzisz, z jakim efektem? Wykonałam 10 (słownie dziesięć) telefo­nów do znajomych. Każdy miał bardzo przekonywające wytłuma­czenie, aby nie opuszczać tego dnia domu. Jedni sprzątali, inni go­towali, inni zamierzali spędzić dzień w łóżku, bo właśnie wczoraj nieco potańczyli.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.