Na wagę i na sztuki

Użytkownikom pieniądza kruszcowego w Polsce wczesnośrednio­wiecznej niemało kłopotu przysparzało handlowanie, czy choćby tylko określanie wartości towarów przy pomocy ówczesnych mo­net. Miały one bowiem różnorodne pochodzenie i nazwy, rozmaitą wielkość i ciężar. Jeszcze więcej trudności powodowało posługi­wanie się kawałkami srebra lanego lub ozdób, o zgoła niejedna­kowym kształcie i ciężarze. Nie trzeba uzasadniać, że w tych wa­runkach dla realizowania płatności, czy choćby jedynie wyrażenia ceny w pieniądzu kruszcowym należało go najprzód sprowadzić do wspólnego miernika, który mogły stanowić tylko jednostki wagowe. Istotnie też mamy wiele świadectw wskazujących, że przy za­wieraniu transakcji kruszec odmierzano wówczas na specjalnie do tego celu przystosowanych wagach.

Scenę taką widzimy na przykład na słynnych Drzwiach Gnieźnieńskich, odlanych z brą­zu w drugiej połowie XII w., a przedstawiających w cyklu obrazów dzieje życia i śmierci Św. Wojciecha. Jeden z wyobrażo­nych tam Prusów trzyma w ręku wagę, na którą wysłańcy Bole­sława Chrobrego składają okup kruszcowy za ciało męczennika; wedle podania bowiem, znanego autorom tego zabytku, ciało bisku­pa miał Bolesław wykupić „na wagę złota”. Dopiero późniejsza legenda wprowadziła tu motyw cudownego „wdowiego grosza”, który sam jeden zrównoważył ciężar zwłok świętego. Wcześniej, już w połowie XI w., mikroskopijny rysunek wagi noszą niektóre typy saskich denarów krzyżowych, ale nie jest jasne, czy chodzi w tym wypadku o wyobrażenie narzędzia, przy pomocy którego przeprowadzano wymianę, czy może tylko o jeden z symboli związanych z pojęciem sprawiedliwości. W każdym razie ów rysunek opiera się niewątpliwie na współczesnych mu realiach, a realia te znamy najlepiej bezpośrednio z wykopalisk archeologicznych, którym zawdzięczamy znaczną liczbę takich właśnie wag, przeznaczonych do kruszcu, odkrytych w różnych osadach wczesnośredniowiecznych lub w grobach kupieckich, tak w Polsce, jak i w krajach sąsiednich.

Wagi do kruszcu, wykonane przeważnie z brązu, składały się z umieszczonego na krótkiej beleczce ruchomego ramienia, dłu­giego na kilkanaście centymetrów, i ze zwieszających się u jego końców na cienkich łańcuszkach dwóch miseczkowatych szal. Niekiedy ramię robiono tak, że można je było składać na pół, co umożliwiało przenoszenie wagi nawet w obszernej kieszeni czy w sakwie. Znane są też wcale liczne ciężarki do odważania krusz­cu. Najczęściej wykonywano je z żelaza, pokrytego koszulką z brązu; kształt miały kulisty, na biegunach jednak były spłasz­czone. Rzadziej wytwarzano je z ołowiu w postaci płaskich krąż­ków, a niekiedy również z innych tworzyw, jak np. z obrobionego stożkowato wapienia. Na ziemiach muzułmańskich, szczególnie w Egipcie, produkowano podobne odważniki ze szkła, opatrując je stosownymi napisami, określającymi odpowiednie, reprezento­wane przez nie jednostki ciężaru. Te były najdokładniejsze, od­chylenia wagi między ich poszczególnymi egzemplarzami nie prze­kraczały setnych części grama. W Polsce jednak, mimo licznego napływu monety muzułmańskiej, nie były one w użyciu. Odważniki metalowe, zwłaszcza odziane w brązowe koszulki, są mniej precyzyjne. Liczbę reprezentowanych przez poszczególne ich egzemplarze jednostek wagowych określają znaki pomieszcza­ne na obu ich spłaszczonych biegunach, mające przeważnie postać punktów lub kółek. Dzieląc wagę danego ciężarka, oczywiście do­brze zachowanego, przez sumę tych znaków, otrzymujemy wiel­kość owej jednostki podstawowej, wynoszącą zazwyczaj ok. 4 g.

Najczęściej spotykamy odważniki odpowiadające 4, 6 lub 8 takim jednostkom, a więc o ciężarze zbliżonym do 16, 24 lub 32 g. Są to wielkości najbardziej typowe; znacznie rzadziej pojawiają się odważniki zarówno większe, dochodzące do czterdziestu kilku gramów, jak i mniejsze, reprezentujące tylko jedną lub dwie jednostki podstawowe. Widocznie więc służyły one przede wszy­stkim transakcjom średniego rzędu, angażującym już po kilka­naście lub kilkadziesiąt gramów srebra, podczas gdy najdrobniej­sze wymiany rynkowe przeprowadzano bez ich pomocy. Nic w tym dziwnego; tak odważniki, jak i same wagi były przedmiotami nader kosztownymi. Jest nie do pomyślenia, by znajdowały się w powszechnej dyspozycji wszystkich uczestników wymiany towarowopieniężnej. Stanowiły raczej narzędzie pracy właściwe wytwarzającej się właśnie grupie kupców, trudniących się zawodowo wymianą, wędrujących z pieniądzem i towarem z targu na targ, a często także z kraju do kraju. Wielekroć też, jak wiemy z danych archeologicznych, po śmierci kupca wagę składano wraz z nim do grobu, jak broń do grobu wojownika. Przez długie zresztą wieki waga pozostała jednym z głównych symboli zajęć kupiectwa, chociaż zastosowanie jej ograniczyło się już raczej tylko do odmierzania towaru, a nie pieniądza.

Jest rzeczą znamienną, że o ile w owych późniejszych czasach, w rozwiniętym średniowieczu, systemy wagowe poszczególnych krajów uległy daleko idącym zróżnicowaniom, a jednostki cię­żaru były odmienne w każdym niemal większym mieście, to w okresie, o którym mowa, a więc w X i początkach XI w., widzi­my pod tym względem raczej duże ujednolicenie na obszarze całej strefy nadbałtyckiej. Wszystkie prawie odważniki odkryte w Pol­sce i na Połabiu, w Prusach, Danii, Skandynawii i na Rusi północ­nej, a zbadano ich łącznie ponad 200, wykazują tę samą podsta­wową jednostkę wagową rzędu ok. 4 g. Wielkość ta, znana i uzna­na na tak znacznych obszarach w roli zasadniczej podziałki na skali wartości, nie może być oczywiście przypadkowa czy tylko umow­na i znajduje chyba jednoznaczne wytłumaczenie. Dziś zasadnicza jednostka ciężaru przyjęta prawie na całym świecie, czyli gram, oznacza masę 1 cm1 wody o temperaturze + 4°. Znając ową ściśle określoną podstawę, można w dowolnym kraju odtworzyć tę jednostkę w postaci odpowiedniego odważni­ka, a co najmniej sprawdzić, nie korzystając z żadnego gotowego wzoru, lecz opierając się tylko na odpowiedniej informacji.

Ale w średniowieczu sprawa była znacznie trudniejsza. Ów­czesne jednostki długości lub masy zazwyczaj opierały się na stosunkowo tylko ujednoliconych podstawach, jak np. przeciętna długość ludzkiego „łokcia” czy stopy albo ciężar ziarnka pszenicy (po łacinie „granum” — stąd do niedawna, a i dziś jeszcze w An­glii, drobną jednostkę masy zwano „grenem”). Toteż dla doko­nywania precyzyjnych i jednoznacznych pomiarów niezbędne było posiadanie konkretnych wzorców, stanowiących dla poszcze­gólnych terytoriów sprawdzian użytkowanych tam jednostek. Niektóre jednostki miały charakter wyłącznie lokalny, inne — jak te, o których właśnie mówimy — znalazły zastosowanie na bardzo znacznych obszarach. Nie trzeba wszakże osobno uzasa­dniać, że w panujących wówczas warunkach ich rozprzestrzenia­nie się z kraju do kraju, a nawet utrzymywanie się bez zmiany przez dłuższy okres, było możliwe wyłącznie dzięki istnieniu i sto­sownemu rozprzestrzenieniu owych konkretnych wzorców.

Wpraw­dzie niektóre nazwy takich jednostek wędrowały swobodnie, ale w poszczególnych krajach przylgnęły do bynajmniej nie identycz­nych jednostek. Toteż przy wszelkich studiach nad systemem wa­gowym tego okresu nie wystarcza samo stwierdzenie zgodności nazw, a nawet rzeczywistej zgodności wagowej istniejącej pomię­dzy takimi lub innymi jednostkami, znanymi z różnych krajów lub z różnych epok. Aby ustalić ich pochodzenie, należy także wskazać, w jaki sposób, za pośrednictwem jakich przedmiotównosicieli mogły one dotrzeć na dane terytoria lub na nich prze­trwać. Dla wspomnianej wielkości ok. 4 g wyszukiwano już wielu przodków, rzymskich, perskich, skandynawskich, ale dopiero ze­stawienie ich z ciężarem arabskich dirhemów pozwala na okre­ślenie właściwego ich pochodzenia. Jak już wiemy, arabskie dir­hemy, liczne na ziemiach nadbałtyckich w IX i X stuleciu, nie zawsze miały identyczną wielkość i ciężar; sporo nie osiągało owych 4 g, ale właśnie zadaniem odważników była reprodukcja wagi pełnowartościowego dirhema, umożliwienie odróżnienia go od egzemplarzy lżejszych.

Odgrywały więc one w handlu rolę normatywów, pozwalających nie tylko ustalić i wyrazić wartość różnopostaciowego kruszcu liczbą pełnych dirhemów, ale i zabez­pieczających przed posługiwaniem się dirhemami niepełnowartościowymi jako miarodajnymi jednostkami wartości. Różnice te miały szczególne znaczenie przy transakcjach większych; w prak­tyce drobnorynkowej, gdy w rachubę wchodziły wyłącznie poje­dyncze dirhemy, czy nawet, jak się często działo, tylko ich części, podobna kontrola była już mniej istotna i można przypuszczać, że w wymianie takiej ludność obywała się bez wagi, kupcząc po­niekąd na oko ułamkami monet, ozdób albo sztabek. W Polsce X stulecia rola dirhemów jako podstawowych jedno­stek wagowopieniężnych znajduje naświetlenie w słynnym prze­kazie podróżnika żydowskiego z Hiszpanii, Ibrahima ibn Jakuba, który ok. 965 r. bawił w Niemczech i Czechach. Zebrał on wiele informacji o tych krajach oraz o innych ziemiach Europy środ­kowej, m. in. o Polsce, którą od imienia ówczesnego jej władcy nazwał „krajem Mieszka”. W relacji swej powiada on: „Pobierane przez niego [tj. przez Mieszka] podatki [lub: opłaty] [stanowią] odważniki handlowe.

[Idą] one [na] żołd jego mężów [lub: piechu­rów]. Co miesiąc [przypada] każdemu [z nich] oznaczona [dosłow­nie: wiadoma] ilość z nich” 4. Ustęp ten objaśniano w różnorodny sposób, tak ze względu na pewne, dopiero niedawno rozwikłane trudności w jego odczyta­niu, jak i ze względu na sam jego sens. Zrozumiałe jest bowiem, że ani świadczenia ludności, ani wypłaty księcia nie mogły być realizowane bezpośrednio w odważnikach! Ale gdy zestawimy ów opis z danymi o roli dirhemów jako podstawowych jednostek wa­gowych, sens relacji stanie się jasny. Ibrahim, bawiąc w Pradze, musiał zasłyszeć wśród innych informacji o Polsce coś niecoś także na ten temat i uzyskane wiadomości zanotował w sposób dość uproszczony. Jednostka wagowa oparta na ciężarze dirhema mogła mieć praktyczne zastosowanie tylko podczas niezbyt znacznych trans­akcji, gdy w grę wchodziła ilość kruszcu równa kilku czy najwy­żej kilkudziesięciu dirhemom, a więc przede wszystkim podczas wymiany wewnętrznej. Natomiast handel wyższego rzędu, szcze­gólnie dalekosiężny, w toku którego wymieniano towary o war­tości setek czy nawet tysięcy dirhemów, domagał się oczywiście jakichś większych jednostek pomiaru wartości. Jednostki takie znamy istotnie z różnych krajów i pod różnymi nazwami od okre­su głębokiej starożytności. We wczesnym średniowieczu na zacho­dzie Europy rolę tę pełnił funt, ważący od czasów Karola Wiel­kiego ok. 408 g; podobną jednostkę, zwaną ratlem, użytkowano w świecie muzułmańskim i stamtąd też wraz z napływem srebra arabskiego przeszczepione zostały na tereny Europy wschodniej i północnej jednostki wagowe, wprawdzie mniejsze, ale wyraźnie pochodzące od ratla.

Najlepiej znamy je z obszaru Rusi pod rodzimym mianem grzywien, związanym z noszeniem na szyi ozdób srebrnych, o czym mówiliśmy uprzednio. Grzywny jako jednostki ciężaru nie były wszakże identyczne na całym wielkim terytorium ziem ruskich. W części południowej bowiem utrwaliła się grzywna ważąca ok. 68 g, a więc równa szóstej części arabskiego ratla, natomiast na Rusi północnej sto­sowano grzywnę nieco mniejszą, wagi ok. 51 g, czyli odpowiadającą ósmej części jednostki muzułmańskiej. Nie jest całkiem pewne, co było przyczyną tych różnic: czy inny .czas przyswojenia owych jednostek, czy może niejednakowa siła nabywcza srebra arab­skiego. W każdym bądź razie wzajemny stosunek obu grzywien ruskich był na tyle nieskomplikowany (jak 2 : 3), iż nie sprawiał większych trudności przy transakcjach i obliczeniach. Grzywna północna miała zasięg szerszy niż południowa, upo­wszechniła się bowiem również w całej strefie nadbałtyckiej, sta­nowiącej zwarty obszar wymiany handlowej. Szczególnie w Skan­dynawii spotykamy duże ciężarki wagowe, osiągające kilkaset gramów, wyjątkowo zaś przekraczające nawet 2 tysiące, ale sta­nowią one zarazem wielokrotność kilku, kilkunastu lub kilkudzie­sięciu jednostek 51gramowych. Co ciekawsze, jednostka taka występuje całkiem wyraźnie w ciężarze skandynawskich ozdób srebrnych, jak bransolety, naszyjniki lub zapinki, których znacz­na część zbliża się właśnie do rzędu 51 g lub jego wielokrotności, zwłaszcza 102 i 204 g.

Wynika stąd, jak już wspominaliśmy, że ozdobom srebrnym nie tylko w trakcie wymiany, ale również już w toku produkcji nadawano nieraz standartową wagę, ułatwiającą użycie ich w handlu jako określonych jednostek wartości, bez potrzeby dzielenia ich na części, chociaż oczywiście i ten zabieg bywał tam wielokrotnie stosowany. Obok tej podstawowej jedno­stki wielkiej, której nazwy skandynawskie źródła nie przekazały, użytkowano w krajach północnych także jednostkę o połowę mniejszą, a więc ważącą ok. 25 g, zwaną ore (od łacińskiego mia­na złotej monety, aureusa). Nazwa ta przetrwała do dziś jako określenie drobnej monety państw skandynawskich. W Polsce dane o podobnej dużej jednostce wagowej nie są rów­nie czytelne, ale istnieje prawdopodobieństwo, że i u nas posłu­giwano się grzywną o ciężarze ok. 51 g, zwłaszcza w północnej części kraju, powiązanej z pozostałymi obszarami strefy nadbał tyckiej. Ujednolicenie zasadniczej miary wartości w całej tej strefie jest w pełni zrozumiałe wobec intensywnej wymiany han­dlowej łączącej kraje nadbałtyckie ze sobą oraz z dalekimi ziemia­mi arabskimi. Wraz z załamaniem się tego handlu u schyłku X w. i obróceniem się wymiany ku zachodowi musiały ulec przeobra­żeniu także owe jednostki ciężaru, nie mające odpowiedników na zachodzie. Po zaniku dirhemów i zastąpieniu ich przez monetę denarową mała jednostka rzędu ok. 4 g stała się praktycznie nie­przydatna w transakcjach i z konieczności ustąpiła miejsca jedno­stkom reprodukującym wagę przeciętnego denara; podobnie i wielką jednostkę rzędu ok. 51 g, chociaż utrzymała się nieco dłużej, wyparła nowa grzywna, zwana w źródłach łacińskich mar­ką, należąca już do zachodnioeuropejskiego systemu wagowopieniężnego.

Nazwa marki ma pochodzenie germańskie; oddaje ona w przy­bliżeniu treść słowa „znak” i wiąże się zapewne ze znakowaniem sztabek czy innych przedmiotów kruszcowych o odpowiedniej wadze. Jak wiadomo, określenie to zachowało się do dnia dzisiej­szego w nazwie monety niemieckiej, a okresowo było używane nawet i w Polsce przed reformą 1924 r., kiedy wprowadzono współczesny nam system złotowy. W źródłach średniowiecznych marka pojawiła się ok. połowy XI w. i od tego czasu widnieje w niezliczonych dokumentach jako zasadnicza i najbardziej typo­wa duża jednostka wartości. Ale w Polsce, podobnie jak w Cze­chach, używano na jej określenie prawdopodobnie rodzimej na­zwy „grzywna”, i tak też bywa nazywana w naszej literaturze naukowej. Jednostka ta wykształciła się już w okresie, gdy handel daleko­siężny stopniowo zaczynał zamierać, a upowszechniła się w całej prawie Europie w dobie rozwoju rynków regionalnych i odpowie­dnio zróżnicowanego mennictwa poszczególnych krajów. Stąd też i ciężar jej nie był już całkowicie zunifikowany; chociaż utrzymy­wał się zasadniczo w rzędzie ok. 200—250 g, wykazywał pewne wahania zależnie od kraju czy nawet od miasta. Niektóre z tych grzywien bardzo się rozpowszechniły i zyskały wielką długotrwa­łość, jak np. grzywna kolońska, ważąca ok. 233 g, której używano w Niemczech jeszcze w początkach XIX w. Inne grzywny miały zastosowanie wyłącznie lokalne.

W Polsce ciężar grzywny, używanej w naszym mennictwie już od czasów Bolesława Śmiałego jako pewien miernik produkcji denarów, początkowo wynosił ok. 210 g i dopiero w wiekach póź­niejszych uległ obniżce do niespełna 200 g, niezależnie zresztą od zróżnicowań lokalnych. Była to więc w każdym razie stosunkowo znaczna jednostka wartości, której użytkowanie wymagało w praktyce częstokroć sięgania też do jej części. W Europie istniało kilka różnych systemów podziału grzywny na mniejsze jednostki. System, który utrwalił się w Polsce, choć wykazywał pewne wpływy niemieckie, to jednak zachował cechy oryginalne. W zasadzie grzywna nasza dzieliła się na 4 wiardunki (nazwa pochodzenia niemieckiego, oznaczająca tyle co „ćwierć”), następnie każdy wiardunek dzielił się na 6 skojców, a skojec na 10 denarów. Grzywna miała się równać, i istotnie początkowo się równała, 240 monetom denarowym; pod tym więc względem zaj­mowała dokładnie miejsce dawniejszego funta (obrachunkowego), wprowadzonego po reformie menniczej Karola Wielkiego. Jak w systemie karolińskim funt i solid, tak obecnie grzywna, wiar­dunek i skojec też były tylko jednostkami wagowymi, nie reali­zowanymi w konkretnej monecie. Dopóki z grzywny naszej bito rzeczywiście 240 denarów, o wa­dze po ok. 0,87 g, dopóty jednostki większe stanowiły także jed­nostki obrachunkowe, które można było wyrazić przy pomocy odpowiedniej liczby tych denarów, bez korzystania z wagi.

A więc początkowo skojec równał się 10 denarom, wiardunek 60 i grzyw­na 240. Ale rychło mennice książęce poczęły wypuszczać denary lżejsze, bijąc ich z grzywny srebra nie 240 egzemplarzy, lecz 300, 360, 420 i jeszcze więcej. Wtedy też nastąpiło, rzecz jasna, ode­rwanie się jednostek wagowych od jednostek obrachunkowych o tej samej nazwie. Określenie „grzywna” stosowano wówczas z reguły tylko na oznaczenie odpowiedniego ciężaru, podobnie nazwę „wiardunek” i „skojec”, natomiast denar, zachowawszy rolę konkretnej monety, przestał być jednostką wagową. Stąd w nader licznych wzmiankach z XII i XIII stulecia o przeróżnych świadczeniach i opłatach uiszczanych w denarach występują wielekroć bliższe określenia tych monet, podawane dla zapewnienia tekstowi jednoznaczności. Czytamy więc o denarach „monety bieżącej”, czyli opatrzonych obowiązującym aktualnie stemplem, czy też o denarach pochodzących ze wskazanej imiennie mennicy.

Denary ówczesne różniły się jednak nie tylko wagą, ale i jako­ścią stopu, częstokroć bardzo lichego, toteż nawet w wypadkach, gdy wartość wyrażano w jednostkach wagowych (grzywnach), realizowano zaś nie przy pomocy srebra czystego, lecz odpowie­dniej ilości odważonych monet, dla uniknięcia nieporozumień za­znaczano, jakie to mają być monety lub jaki rodzaj srebra. I tak np. pisano: „grzywna denarów monety bieżącej”, „grzywna dena­rów czarnych”, „grzywna srebra czystego” itd.; oczywiście realna wartość każdej z tych grzywien była inna. Wyjątkowo jednak spotykamy jeszcze w XIII stuleciu w zapi­sie źródłowym pojęcie denara, traktowanego nie jak konkretna moneta, ale jak jednostka wagowa, równa V24o grzywny. Ciekawy ten wypadek dotyczy opłat uiszczanych w złocie, których wyso­kość musiała być precyzyjnie określona. Ponieważ wówczas bra­kło jeszcze złotych jednostek monetarnych, uciekano się do po­równywania ich z denarem. Oczywiście w grę nie wchodził bity wtedy denar, bo ten miał wagę mniejszą i nieustabilizowaną, lecz ów denar „teoretyczny”, stanowiący określoną część grzywny. Zapis, o którym mowa, znajduje się w pewnym dokumencie ślą­skim wystawionym w 1263 r. i wyraźnie podkreśla taki właśnie sens słowa „denar”, której to jednostce zapewne w celu odróżnie­nia jej od denaramonety nadano formę zdrobniałą, pisząc nie „denarius”, lecz „denariacum”. Wedle tego przekazu opłata pobierana od każdego łanu powin­na była wynosić „dwa denarki złota, które mają być takie, by dziesięć ich ważyło skojca. Od każdej zaś działki płacić należy obolek złota” 5.

Jest tu więc poświadczona, obok denara, jeszcze druga jednostka wagowa, nazwana „obulatum”. Jak wiadomo, obol to w systemie średniowiecznym moneta półdenarowa. W okresie, z którego ten zapis pochodzi, oboli w ogóle nie wybijano, gdyż same denary stanowiły wówczas jednostki tak małe, że wytwa­rzanie monet równych połowie ich wartości nie miałoby żadnego sensu. Niemniej jednak pojęciem obola posługiwano się nadal, gdy zachodziła potrzeba określenia minimalnych jednostek cię­żaru. Przy grzywnie ważącej ok. 210 g obol, jako jej [/iso, równał się ok. 0,43 g. Jak więc widzimy, precyzja tych ustaleń (chodzi przecież o złoto) była bardzo znaczna. System liczenia pieniędzy, wprowadzony w zasadzie od czasu upowszechnienia się monety denarowej, nie wyparł zatem całko­wicie zwyczaju posługiwania się wagą, chociaż zakres jej użyt­kowania, zwłaszcza przy mniejszych transakcjach, stawał się co­raz bardziej ograniczony. Do systemu wagowego nawiązywały też pierwsze większe monety srebrne, bite na Śląsku pod koniec XIII w. Zapoczątkowały one w Polsce nowy okres dziejów pie­niądza, charakteryzujący się wprowadzeniem w miejsce niedo­godnych jednostek wagowych, które musiały być realizowane przy użyciu drobnych brakteatów, dużych jednostek monetarnych o względnie stałej, przynajmniej początkowo, wartości. Proces ten, szczególnie ważny dla wymiany handlowej śre­dniego rzędu, zapoczątkowany został we Włoszech, a wnet potem we Francji, gdzie już od 1266 r. poczęto bić „denary grube”.

Zwa­no je po łacinie „denarii grossi”; stąd następnie przyjęła się tak dobrze nam dziś znana nazwa grosza. Od 1300 r. monety takie, ważące po ok. 3,5 g, produkowano w wielkiej liczbie w Czechach i stamtąd przenikały masowo też do Polski. Rodzime grosze pol­skie pojawiły się dopiero później, za rządów Kazimierza Wielkie­go. Bito je zresztą na wzór groszy czeskich, ale na stempel wpro­wadzono odpowiednie motywy własne, jak napis (po łacinie) „Ka­zimierz Pierwszy, Król Polski” i wyobrażenie orła. Zanim jednak doszło do tej produkcji na Śląsku podjęto już bicie wspomnianych przed chwilą monet, o połowę lżejszych niż grosze, ale oczywiście też znacznie cięższych od dotychczasowych denarków brakteatowych. Niektóre z nich noszą nawet trady­cyjny napis „denarius”, jednakże w przekazach pisanych dla od­różnienia ich od zwykłych denarów określano je mianem „denarii ąuartenses”, a stąd dziś zwą się kwartnikami. Sama nazwa kwartnika wskazuje, że stanowił on czwartą część jakiejś większej jed­nostki. Istotnie też z grzywny srebra bito 96 kwartników, a więc 4 takie monety równały się jednemu skojcowi. Nawiązanie w nazwie i w wadze do skojca, będącego — jak wiemy — praktycznie już tylko jednostką wagową, świadczy o próbie ponownego złączenia we wspólny system jednostek wa­gowych i monetarnych. Ale jest to już jeden z ostatnich śladów stosowania dawnego systemu wagowopieniężnego.

Po pojawie­niu się bowiem i upowszechnieniu w użyciu groszy, będących monetą dwukrotnie cięższą od kwartnika, czyli równą grzywny polskiej lub połowie skojca, nazwę kwartnika zastąpiła bardziej bliska ówczesnym stosunkom pieniężnym nazwa półgroszka. Pod takim określeniem monety te przetrwały przez długi czas. Ale ponieważ waga groszy stopniowo się obniżała, więc i półgroszki rychło straciły związek z systemem wagowym, któremu zawdzię­czały swe powstanie. Są to już jednak sprawy znacznie późniejsze, pośrednio tylko sięgające korzeniami najwcześniejszego okresu rozwoju polskie­go systemu pieniężnego.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.