Płaty lniane

Już w uwagach wstępnych wspominaliśmy, że srebro w takiej lub innej postaci nie było wyłącznym tworzywem pieniądza wcze­snośredniowiecznego, chociaż niewątpliwie ono przede wszystkim rolę tę spełniało. Obok srebra użytkowano wówczas różnorodne zastępcze środki pieniężne, np. płatki lniane czy inne tkaniny, sól, skórki kun, wiewiórek i innych zwierząt futerkowych oraz niektóre artykuły spożywcze, jak miód i może też zboże. Aby zrozumieć, w jaki sposób posługiwano się tymi środkami wymiany i jak one się rozwijały, musimy cofnąć się na chwilę w bardziej odległą przeszłość, do czasów powstawania samego zjawiska pieniądza.

Pomocną tu będzie nie tylko historia i ar­cheologia, ale również etnografia, która ujawniła, że w bardzo niedawnych latach takich przedmonetarnych rodzajów pieniądza używały prymitywne ludy Afryki czy Oceanii, i że zdarza się to nieraz jeszcze i dzisiaj. O istnieniu pieniądza, niezależnie od jego postaci zewnętrznej, można mówić dopiero wtedy, gdy w danym społeczeństwie poja­wia się produkcja towarowa, a więc gdy wytwórczość dóbr mate­rialnych przewyższa własne potrzeby producenta i nadwyżka zo­staje przeznaczona na zbyt w zamian za inne dobra. Początkowo taka wymiana nadwyżek produkcyjnych polegała na bezpośrednim przekazywaniu jednego towaru za drugi. Stopniowo jednak za­częto się posługiwać trzecim towarem, za który producent sprze­dawał swój wytwór i za który następnie nabywał jakiś potrzebny mu artykuł. Ów trzeci towar, jeśli zyskał powszechne uznanie jako wymiennik innych towarów, jeśli był traktowany jako ogól­ny ich ekwiwalent — stawał się przez to samo pieniądzem, nie tylko służąc wymianie, ale i pełniąc funkcję miernika wartości wszelkich dóbr oraz rolę środka gromadzenia i przechowywania posiadanych zasobów materialnych.

Przy jego pomocy można już było określić i wyrazić wartość każdego innego towaru, podobnie jak przy pomocy wspólnego mianownika wyraża sią w sposób wzajemnie porównywalny różne ułamki lub jak przy pomocy metra daje się oznaczyć długość każdego odcinka. Posługiwanie się pieniądzem jako miernikiem wartości mogło być nawet szersze niż konkretne, fizyczne jego użytkowanie. Jeśli bowiem dany towarpieniądz nie znajdował się na miejscu, okoliczność taka nie przeszkadzała oznaczaniu wedle niego wartości innych towarów i w konsekwencji dokonywaniu na tej podstawie odpowiednich aktów wymiany. Nie trzeba wyjaśniać, że taka pośrednia forma wymiany, towa­ru za pieniądz i pieniądza za towar, a więc wymiany towarowopieniężnej, określanej w skrócie wzorem TPT, była bardziej dogodna dla jej uczestników niż uprzednia wymiana dwustronnietowarowa, oznaczana odpowiednio skrótem TT. Obaj kontra­henci bowiem nie byli już ograniczeni nawzajem jakością ani ilością towaru, którym właśnie dysponowali i którego potrzebo­wali, nie musieli wymiany dokonywać jednocześnie, a stąd i sam jej dwustronny układ mógł przekszałcić się w bardziej efektyw­ne i rozwinięte, zgodne z bieżącymi potrzebami związki wielo­stronne, łączące różnych wytwórców i konsumentów towarów.

Wymiana dwustronnietowarowa miała warunki rozwoju przede wszystkim na pograniczach odrębnych stref gospodarczych, np. leśnej i rolniczej, gdzie spotykali się producenci odpowiednich płodów, czy też pomiędzy ludnością rzemieślniczą a wiejską lub między odległymi krajami, obfitującymi w odmienny rodzaj su­rowców i towarów. Wymiana towarowopieniężna natomiast umożliwiła znaczne poszerzenie i upowszechnienie tych czyn­ności nawet w obrębie środowisk o zbliżonej strukturze gospodar­czej. Jednocześnie ów towarpieniądz począł krążyć z rąk do rąk, zrazu wolno, z przerwami, potem coraz szybciej, w miarę wzrostu liczby transakcji dokonywanych za jego pośrednictwem. Tym sa­mym zyskiwał on funkcję środka obiegowego. W początkowych fazach rozwoju towarpieniądz zachowywał oczywiście w pełni swe walory użytkowe, gwarantujące bezpo­średnio jego wartość. Rolę towarupieniądza spełniały rozmaite przedmioty, powszechnie znane i dostępne, o względnie jednolitej wartości jednostkowej, łatwe do przeliczenia i przechowania. Naj­częściej były to wyroby metalowe, jak narzędzia, broń, ozdoby, albo płody rolne, zwłaszcza zboże.

Wśród ludów trudniących się pasterstwem szczególnie chętnie za miernik wartości przyjmowa­no bydło, będące głównym wyrazem stopnia zamożności jego właścicieli. Najwcześniejszych danych o traktowaniu bydła jako towarupieniądza dostarcza Homer, opisując w Iliadzie, jak to bohate­rowie greccy cenę zbroi czy innych kosztownych przedmiotów określali według liczby wołów. Podobnych przykładów nie brak w późniejszych tekstach starożytnych, a nawet średniowiecznych, pośrednie zaś ślady spełniania tej roli przez bydło zachowały się długo w językach różnych ludów, a zwłaszcza w nazwach niektó­rych monet i innych jednostek pieniężnych. Tak np. ogólne określenie pieniądza w języku łacińskim, „pecunia”, pochodzi od wyrazu ,,pecus”, oznaczającego właśnie bydło rogate. Warto też dodać, że na najdawniejszych monetach rzymskich umieszczano niekiedy wyobrażenie wołu. Słowiański wyraz „skot”, określają­cy bydło i do dziś używany w tym sensie w języku rosyjskim i czeskim, jest ściśle spokrewniony z dawnym wyrazem ruskim „skotnica”, znaczącym tyle co „skarbiec”, a także z wyrazami germańskimi, jak gockie „skatts” — „pieniądz”, anglosaskie „sceatta” — nazwa rodzaju monet bitych w VII i VIII w. na Wy­spach Brytyjskich, czy wreszcie niemieckie „scaz”, dziś „Schatz” — „skarb”.

Słowo „skot” występuje też w nazwie średniowiecz­nej jednostki pieniężnej, znanej u nas jako „skojec”, a i w innych źródłach łacińskich notowanej pod nazwą „scotus”. Zbieżności owe nie dowodzą jednak, jak to niekiedy bywa przyjmowane, że w odpowiednich krajach, a więc i w słowiańskich, bydło pełniło wszelkie funkcje pieniężne; wskazują one tylko na zasadniczy i powszechny jego związek z pojęciem dobra materialnego i do­statku, a w pewnym stopniu pozwalają na przypisywanie mu funkcji miernika wartości, poświadczonej zresztą bezpośrednio przez starożytne i średniowieczne źródła pisane. Jednakże do wymiany handlowej, a poniekąd i do przechowy­wania wartości bardziej dogodne były przedmioty metalowe, wy­soko cenione wśród wszystkich społeczeństw pierwotnych. W Ilia­dzie znajdujemy wzmianki o użytkowaniu w roli konkretnego środka wymiany rozmaitych narzędzi i naczyń, jak brązowe sie­kiery i misy, kociołki, trójnogi, sierpy, kotwice i pręty czy rożny.

Zwłaszcza te ostatnie, wymieniane często i przez inne źródła sta­rożytne, musiały być powszechnie używane jako środek wymia­ny, może ze względu na ich stosunkowo niewielką i względnie wyrównaną wartość, ułatwiającą posługiwanie się nimi także w drobniejszych transakcjach. W każdym razie ich grecka nazwa „obelos” stała się później nazwą małej monety, obola, i w tym znaczeniu przetrwała wiele stuleci, aż do późnego średniowiecza, a i dziś jeszcze bywa niekiedy używana w znaczeniu symbolicz­nym. Pośrednio z tym właśnie rodzajem pieniądza przedmioto­wego wiąże się też nazwa innej monety greckiej, o wartości 6 obo­li, mianowicie drachmy. Nazwa ta oznacza tyle co „garść” i po­dobno pochodzi stąd, iż jedną ręką można było ująć 6 takich prętówoboli. I to określenie przetrwało nie tylko epokę starożytną; za pośrednictwem Arabów, którzy swe srebrne monety na wzór drachm nazwali dirhemami, utrzymało się w wiekach średnich, a ostatnio zostało wskrzeszone w państwie nowogreckim, chociaż zapewne mało kto tam już pamięta o jego pochodzeniu, sięgają­cym najbardziej prymitywnych form pieniądza. Podobnie na ziemiach polskich i w krajach sąsiednich, chociaż są pozbawione odpowiednio dawnych przekazów pisanych, mo­żemy się domyślać istnienia równie wczesnych, analogicznych rodzajów pieniądza przedmiotowego.

Już w epoce brązu i we wczesnej epoce żelaza, a więc w okresie pierwszego półtora ty­siąca lat przed naszą erą, rolę pieniądza przedmiotowego speł­niały prawdopodobnie narzędzia, ozdoby i broń wykonane z brązu i żelaza. Za takim domysłem przemawiają nader liczne znaleziska ówczesnych skarbów, składających się z zakopywanych w ziemi zespołów tych przedmiotów w ilości przekraczającej znacznie zwykłe potrzeby użytkowe ich właścicieli. Pełniły one zatem nie­wątpliwie funkcje środka przechowywania wartości; w naszym wypadku zapewne pochodziły głównie z nadwyżek produkcyj­nych uzyskiwanych z hodowli i następnie wymienianych na owe przedmioty brązowe, rzadziej żelazne, po części sprowadzane z zewnątrz. Podstawą takiego procederu musiało być przekonanie o trwałości wartości tych przedmiotów i chyba o możliwości po­nownego ich wymienienia w razie potrzeby na inne artykuły. W praktyce jednak ich obieg był jeszcze, jak się zdaje, bardzo powolny i ograniczony. Stopniowy rozwój tego obiegu, coraz bardziej wyłączne użyt­kowanie odpowiednich przedmiotów w funkcjach tylko pienięż­nych przy równoczesnym ograniczeniu ich roli jako narzędzi pra­cy czy walki, spowodował z czasem pewne zmiany w wyglądzie zewnętrznym tych przedmiotów. Np. topora, który jedynie prze­chodził z rąk do rąk jako środek wymiany lub był przechowy­wany w „skarbie”, nie używano do pracy, chociażby ze względu na obawę przed uszkodzeniem go lub zniszczeniem.

W pracy za­stępowano taki topór innym narzędziem, którym z kolei nie po­sługiwano się już jako pieniądzem. Zaczął się więc zarysowywać podział między tymi identycznymi pierwotnie przedmiotami; pieniądz począł się wyodrębniać i zyskiwać własne formy ze­wnętrzne, zatracając jednocześnie cechy przedmiotu użytkowego, a stając się jego symbolem. Na ziemiach słowiańskich przykładu takiego dostarczają wcze­snośredniowieczne znaleziska żelaznych przedmiotów, o kształcie zbliżonym właśnie do toporów, ale mniejszych, nadmiernie wy­dłużonych, opatrzonych tylko niewielkim otworem, nie dostoso­wanym do umieszczenia w nim solidnego toporzyska, a zatem zgoła nieprzydatnych jako narzędzie pracy. Ponadto występują one przeważnie w zespołach złożonych z kilkunastu czy kilku­dziesięciu sztuk, a więc w typowych „skarbach”. Przypuszcza się zresztą, że były to tylko półfabrykaty, przeznaczone do dalszego przetwórstwa. Może istotnie część z nich trafiała w końcu do war­sztatów kowalskich, gdzie przerabiano je na jakieś inne wyroby, ale ich pierwotny kształt zdaje się świadczyć niedwuznacznie, iż są to relikty jakichś dawnych jednostek wartości. W źródłach średniowiecznych mamy też wiele wzmianek o różnych płatno­ściach czy świadczeniach uiszczanych w „wiązkach żelaza” lub ogólniej „w żelazie”.

Można przypuszczać, że „wiązki” te składa­ły się początkowo z takich właśnie sztabektoporków, o których pierwotnej roli już nie pamiętano w dobie istnienia i obiegu pie­niądza monetarnego. Podobne wypadki znane są także z innych obszarów. Proces stopniowego odrywania się pieniądza od towaruwymiennika, prowadzący do degeneracji jego formy zewnętrznej, mamy po­świadczony szczególnie dobitnie w starożytnych Chinach. Jest to przykład wprawdzie z bardzo odległego kraju, ale nader poucza­jący jako materiał porównawczy. W państwie chińskim od końca drugiego tysiąclecia przed naszą erą przez około dziesięć wieków używano jednostek pieniężnych mających kształt odlanych z brązu miniatur różnorodnych na­rzędzi, jak noże, widły, łopaty, skrobaczki i klucze, a nawet dzwonków i gongów oraz wielu innych przedmiotów. „Narzędzia” te, nie przekraczające kilkunastu centymetrów długości, nie mo­gły mieć oczywiście żadnego zastosowania praktycznego, ale for­mą swą przez długie wieki nawiązywały do autentycznych towa­rów, użytkowanych tam uprzednio w funkcjach pieniężnych. Początkowo nie posiadały też żadnych napisów, gdyż sam ich kształt dostatecznie wyrażał reprezentowaną przez nie wartość. Później stopniowo poczęto je opatrywać znakami określającymi dany przedmiot, a nawet liczbę takich przedmiotów oraz miejsce wykonania odlewu. Zarazem kształt ich stawał się coraz bardziej uproszczony, coraz bardziej odmienny od kształtu przedmiotupierwowzoru.

Stąd był już tylko krok, by — na kilka wieków przed naszą erą — miejsce takich miniatur zajęły wygodniejsze w użyciu, również brązowe krążki, opatrzone analogicznymi zna­kami, a więc już typowe monety. Pośrodku posiadały one nie­wielki, czworokątny otwór, umożliwiający nanizywanie ich na sznur dla łatwiejszego przenoszenia czy przechowywania. Mówiąc o Chinach nie sposób pominąć jeszcze jednej formy pieniądza, nader rozpowszechnionej także w innych krajach, azjatyckich i afrykańskich. Były to muszelki ślimaka zwanego przez zoologów „Cypraea moneta”, a pospolicie określanego nazwą „kauri”, przejętą z języka hindu. Muszelki te, poławiane u po­łudniowych wybrzeży Azji oraz w Morzu Czerwonym, a używane chętnie jako ozdoby, spełniały przede wszystkim rolę drobnej monety, zaspokajającej potrzeby transakcji handlowych najniż­szego rzędu (przy znaczniejszych płatnościach musiano je mie­rzyć workami). I one również znalazły w Chinach naśladownictwa wykonane z brązu, chociaż w niektórych prowincjach tego kraju bezpośrednie ich użytkowanie jako pieniądza utrzymało się aż do niedawnych czasów. Produkcja owych naśladownictw, znanych z pierwszego tysiąclecia przed naszą erą, jest jednak wyrazem dążności do ujednolicenia pieniądza chińskiego pod wzglądem jego tworzywa — brązu, przy zachowaniu, podobnie jak w wy­padku wspomnianych narzędzi, tradycyjnych kształtów. Warto tu nadmienić, że muszelki takie znane były i w Polsce, ale oczywiście występowały u nas w niewielkich ilościach i peł­niły wyłącznie funkcję ozdób.

Umocowywano je np. na tzw. ur­nach twarzowych, czyli naczyniach wyobrażających popiersie lub głowę ludzką, w których około pół tysiąca lat przed naszą erą grzebano prochy spalonych na stosie zmarłych. Wyjątkowo mu­szelki kauri trafiały do Polski także w okresie wczesnego śre­dniowiecza. W wielu krajach pomiędzy okresem pieniądza przedmiotowego a okresem pieniądza monetarnego istniał pośredni etap powszech­nego posługiwania się metalem w postaci brył lub sztabek złotych i srebrnych, niekiedy także miedzianych, o określonej wadze, opatrywanych czasem wybitym na nich znakiem. Sztabki takie najwcześniej, w początkach trzeciego tysiąclecia przed naszą erą, pojawiły się na terytorium Indii, potem także na Bliskim Wscho­dzie, w Asyrii i w państwie Hetytów, a wreszcie na wyspach greckich, w Italii i wielu innych krajach. W Polsce pewnym ich odpowiednikiem są znane nam już z poprzednich rozdziałów sztab­ki i tzw. placki srebrne, pospolite we wczesnym średniowieczu, aczkolwiek ich znaczenie jako pieniądza — jak już wiemy — było nieco inne. Te starożytne sztabki stanowią pierwszy wyraz trwałe­go przylgnięcia funkcji pieniężnych do kruszców szlachetnych, bez względu na ich formę zewnętrzną i wartości użytkowe. Tworzywo kruszcowe wykazało największą przydatność i spro­stało najlepiej wszelkim wymogom rozwijających się funkcji pie­niądza.

Było trwałe, w zasadzie niezniszczalne, odporne na wpływy atmosferyczne; koncentrowało największą wartość w najmniej­szej objętości, było więc łatwe do przenoszenia i przecho­wywania; za pomocą wagi ilość jego dawała się dokładnie wy­mierzyć, a przy tym łatwo dzieliło się na określone części. Wszystkim tym względom zawdzięczają kruszce pierwszeństwo przed innymi rodzajami pieniądza, z chwilą zaś gdy uzyskały po­stać monet, ugruntowała się ich przewaga w tej roli. Przewaga, ale nie wyłączność, przez długi czas bowiem obok pieniądza kruszcowego, a nawet monetarnego, posługiwano się jeszcze innymi jego postaciami. Tak właśnie działo się m. in. w Polsce wczesno­średniowiecznej . Niekruszcowe rodzaje pieniądza określane są zazwyczaj jako tzw. surogaty lub „płacidła”, chociaż w istocie nazwy te nie zaw­sze oddają istotne ich znaczenie. „Surogat”, po polsku raczej „na­miastka”, czy też sztucznie utworzony wyraz „płacidło” zakładają poniekąd z góry, że oznaczone przez nie środki były mniej rozwi­nięte, pełniły bardziej ograniczone funkcje niż właściwy pieniądz kruszcowy.

W większości wypadków rzeczywiście tak się działo, niemniej jednak nie zawsze pieniądz kruszcowy wyrażał wyższy poziom rozwoju gospodarki aniżeli niektóre z owych „surogatów”. Połamane ozdoby lub bryłki srebra lanego, omawiane w poprze­dnich rozdziałach, na pewno przedstawiały bardziej prymitywną formę pieniądza niż jego pewne niekruszcowe postacie, jak np. rodzaj skórek użytkowanych na Rusi średniowiecznej, które nie­bawem dokładniej opiszemy. Nawet moneta, ta w zasadzie najwyższa forma pieniądza śre­dniowiecznego, jeśli znajdowała się w obiegu jedynie jako blasz­ka srebrna, nie włączona w ramy obowiązującego na danym tery­torium systemu pieniężnego, była w istocie tylko namiastką pie­niądza, ustępującą niekiedy jego innym, wyżej zorganizowanym formom. Toteż granicę pomiędzy pieniądzem w całym tego słowa znaczeniu, oczywiście odpowiednim dla epoki, a surogatem pie­niądza stanowią raczej nie rodzaje tworzywa, lecz faktyczne funk­cje spełniane przez dany środek. Jak się zdaje, istnienie niekruszcowych rodzajów pieniądza w Polsce średniowiecznej, znającej już tak dobrze pieniądz srebr­ny, jest wynikiem dwóch, poniekąd odmiennych całkiem przy­czyn. Z jednej strony były to przeżytki dawniejszych stosunków, pozostałości epoki, gdy na naszych ziemiach istniał jedynie pie­niądz przedmiotowy i gdy nie powstały jeszcze warunki do przy­swojenia sobie przez społeczeństwo pieniądza kruszcowego.

Z dru­giej strony w wielu wypadkach następował wtórny rozwój takich właśnie środków, wynikający nie z dawnych przyzwyczajeń i nie­dostatecznej jeszcze znajomości pieniądza kruszcowego, lecz z konieczności wywołanej przez niedostatek tego ostatniego, a więc z potrzeby zastosowania środków zastępczych, choćby i mniej do­godnych, ale niezbędnych dla społeczeństwa przywykłego już do korzystania z rozlicznych usług pieniądza. Dość wspomnieć choćby niedawne lata drugiej wojny światowej, gdy posługiwano się np. zbożem jako stosunkowo prymitywnym pieniądzem, peł­niącym wszakże funkcję co najmniej miernika wartości, poniekąd zaś też środka jej przechowywania i środka wymiany; w obozach jenieckich powstał wówczas wewnętrzny pieniądz papierowy, oparty na parytecie, czyli równowartości, papierosów, zastępu­jących w tym wypadku pokrycie w złocie, a więc reprezentujący już w miniaturze formę wysoko zorganizowanego nowożytnego pieniądza państwowego. Wydaje się, że także w średniowieczu polskim, które nas tu interesuje, mamy do czynienia obok pewnych form przeżytko­wych z takim wtórnym rozwojem pieniądza niekruszcowego, wy­nikłym z potrzeby, którą stworzył niedostatek srebra w okresie po załamaniu się dopływu monety obcej, a przed odpowiednio wydajnym rozwojem własnej eksploatacji śląskich i małopolskich złóż kruszcowych. Oczywiście nie są to formy sobie przeciwstaw­ne i należy sądzić, że co najmniej znaczna część owych środków pieniężnych powołanych do życia w dobie wspomnianego kryzysu, miała swych poprzedników właśnie w podobnych formach prze­żytkowych, sięgających okresu przedkruszcowego.

Niemniej jed­nak nie należy tych powiązań traktować mechanicznie i w każdej wiadomości pochodzącej z XII, XIII czy XIV stulecia upatrywać śladów stosunków sięgających wstecz o cały szereg wieków. Dla historyka dość zasadniczą różnicę pomiędzy kruszcowymi i niekruszcowymi środkami pieniężnymi stanowi fakt, iż pierw­sze znane mu są nie tylko ze źródeł pisanych, ale i z wielu zabyt­ków archeologicznych lub numizmatycznych, będących nawet dla okresów wcześniejszych zasadniczym źródłem wiadomości, drugie natomiast z konieczności zna tylko z przekazów pisanych, gdyż autentyczne zabytki tego rodzaju nie mogły przetrwać do dnia dzisiejszego. Stąd też wiadomości o nich są znacznie później­sze, co jednak nie przesądza samej kwestii wcześniejszego ich istnienia. Dla możliwie pełnej rekonstrukcji obrazu musimy się też posługiwać nie tylko źródłami polskimi, bardzo w tej mierze ubogimi, ale i materiałem porównawczym z ziem sąsiednich. Da­nych takich dostarczają przede wszystkim przekazy dotyczące Rusi, krajów czeskich i połabskich. Jedną z najciekawszych, a zarazem najwcześniejszych wiado­mości o użytkowaniu w tej części Europy niekruszcowych środ­ków pieniężnych przynosi wspomniana już relacja Ibrahima ibn Jakuba w ustępie mówiącym o rynku praskim. Oto ona: „W kra­jach Bojema [tzn. w Czechach] wyrabia się też lekkie chusteczki o nader cienkiej tkaninie na kształt siatki, które do niczego nie służą [nie są zdatne do czegokolwiek]. Cena ich [wynosi] u nich każdego czasu dziesięć chustek za [jeden] kinszar.

Za nie sprze­dają i kupczą między sobą. Posiadają ich [całe] naczynia. Stano­wią one u nich majątek i cenę [wszelkich] przedmiotów. Za nie nabywa się pszenicę, mąkę, konie, złoto, srebro i wszelkie przed­mioty” 6. Trudno o bardziej lapidarną charakterystykę pieniądza niekruszcowego. Pieniądza, a nie ,,surogatu”, gdyż opisane przez Ibrahima funkcje „chusteczek” odpowiadają pojęciu rozwiniętego środka pieniężnego, może nawet w wyższym stopniu niż wiele środków o postaci monetarnej z tego samego okresu, zwłaszcza niż moneta obca. „Chusteczki” więc stanowią stały miernik war­tości i środek wymiany, a także środek przechowywania wartości; nie są zarazem konkretnym towarem użytkowym, powszechnie uznanym w tej roli, lecz już właściwym pieniądzem, który poza tym „do niczego nie służy”. Trudno przypuścić, by tak wysoko rozwinięte pojęcie pieniądza nie miało odpowiednio długiej tra­dycji. Prawdopodobnie poprzednikami „chusteczek” były w Cze­chach zwykłe tkaniny, o pełnej wartości użytkowej, które uległy z czasem „degeneracji”, zatracając dawne walory praktyczne, a zachowując funkcje wyłącznie pieniężne, podobnie jak owe na­rzędzia w Chinach czy toporki żelazne w Słowiańszczyźnie, liczne szczególnie na Morawach. Wiemy zresztą, że tkaniny wełniane lub lniane użytkowano jako pieniądz także w innych krajach Europy średniowiecznej, np. we Fryzji, w Skandynawii i na Islandii. Podobnie jak czeskie „chusteczki”, tkaniny te pozostawały w ściśle określonym sto­sunku wartości do pieniądza srebrnego, użytkowanego współcześnie na tamtych terenach.

Na przykład fryzyjskie płachty weł­niane, długie na cztery i pół łokcia, zwane „weda”, miały stałą wartość 12 denarów, a zatem reprezentowały stosunkowo duże jednostki pieniężne. „Chusteczki” czeskie natomiast, jak zaraz zobaczymy, wyra­żały — wręcz przeciwnie — wartość jednostek minimalnych, rów­nych zaledwie dziesiątej części denara. Prawdopodobnie więc wraz z „degeneracją” formy „chusteczek” i zatratą cech użyteczności praktycznej nastąpiła redukcja ich wartości wymiennej, uzależ­nionej wyłącznie od wkładu pracy potrzebnego do ich wyprodu­kowania. Było jeszcze za wcześnie na rozwinięcie się znaków pie­niężnych o wartości nominalnej, niezgodnej z wartością realną. Dopiero ujęcie całokształtu gospodarki pieniężnej w karby feu­dalnej organizacji państwowej umożliwiło wprowadzenie takiego rozróżnienia. Inna wiadomość o użytkowaniu przez Słowian tkanin jako pie­niądza dotyczy bałtyckiej wyspy Rany (dziś zwanej Rugią), która słynęła ze wspaniałej świątyni Swiętowita, wznoszącej się w głów­nym grodzie Ran ów, Ar konie. Wiadomość ta jest późniejsza o dwa stulecia od relacji Ibrahima ibn Jakuba; zanotowana została do­piero w drugiej połowie XII w., przez kronikarza niemieckiego, Helmolda. Powiada on: „Ranowie monety nie mają i kupując to­wary, pieniędzy też nie używają, lecz cokolwiek byś chciał kupić na rynku, nabędziesz za płachty płócienne” 1. Lakoniczna wzmianka Helmolda poświadcza w każdym razie, że tkaniny te pełniły funkcje środka obiegowego. Niestety, nie wiemy, czy i w tym wypadku był to rodzaj chusteczek, „które do niczego nie służą”, czy też pełnowartościowe tkaniny lniane.

Trudno więc postawić znak równania między tymi dwoma wy­padkami, zwłaszcza że i różnice chronologiczne wskazują w Cze­chach na przeżytkowy, na Ranie zaś raczej już na wtórny zwyczaj posługiwania się podobnymi płachtami. Niemniej jednak sam fakt użytkowania owych płacht w tak stosunkowo odległych od siebie krajach zdaje się świadczyć o bardziej powszechnej ich znajo­mości wśród Słowian we wczesnym średniowieczu. Wiemy zre­sztą, że w XII stuleciu także Słowianie Połabscy składali jakieś tkaniny, dokonując świadczeń feudalnych na rzecz niemieckich klasztorów; w każdymi więc razie posługiwali się tym rodzajem pieniądza co najmniej w roli środka płatniczego. Dodajmy tu wreszcie, że pokrewne informacje dotyczą również ziem pruskich. Wedle relacji innego kronikarza niemieckiego, Adama z Bremy, piszącego w drugiej połowie XI w., Prusowie „za nic sobie mają złoto i srebro”, a w wymianie z kupcami za­chodnimi żądają wyłącznie tkanin, oferując za nie o wiele cen­niejsze futra. Jest przy tym rzeczą znamienną, że tak na Ranie, jak i na ziemiach pruskich nie występują prawie wcale znaleziska monet z X i XI w. Może więc istotnie rola owych środków niekruszcowych była tam w szczególnym stopniu rozwinięta. Należy przypuszczać, że i w Polsce, leżącej pomiędzy wspom­nianymi krajami, znano podobny rodzaj środków pieniężnych.

Nie zachowały się wszakże żadne wiadomości na ten temat. Jedy­ną wskazówką może tu być używany przez nas do dzisiaj wyraz „płacić”, wywodzony przez językoznawców właśnie od owych „płatów” i wiązany też z nazwą „płótna”. Niektórzy badacze upatrują w nim jednak raczej ślad „płatania”, a więc dzielenia na części sztabek srebrnych, ozdób lub nawet monet, zabiegu niezbędnego przy ówczesnej czynności „płacenia”. Wróćmy jeszcze do relacji Ibrahima. Podaje on, iż dziesięć „płatków” czy siateczek było warte „każdego czasu” tyle co jeden „kinszar”. Ten ostatni wyraz, w rozmaity sposób dawniej objaś­niany, wedle najnowszych badań orientalistów znaczy tyle co „denar”, czyli moneta, która już ok. 965 r. była w Czechach znana i używana, a nawet bita przez miejscowych książąt. Mamy tu zatem poświadczony współobieg obu rodzajów pieniądza, mo­netarnego i „chusteczek”, pozostający we wzajemnym, stałym stosunku wartości. „Chusteczki” pełniły tam niejako rolę „drobnych”, niezbęd­nych przy transakcjach najniższego rzędu. Z dalszych słów Ibra­hima wynika, iż za jednego denara można było nabyć w Pradze dziesięć kur albo tyle pszenicy, ile potrzeba dla jednego człowie­ka na miesiąc, lub tyle jęczmienia, ile starczy na paszę dla jed­nego wierzchowca w ciągu czterdziestu dni.

Stąd łatwo obliczyć, że za „chusteczkę” można było kupić jedną kurę, pszenicę na trzy dni albo paszę jęczmienną na cztery dni dla wierzchowca. „Chu­steczki” odpowiadały więc powszednim potrzebom, wobec których denary stanowiły już jednostki zbyt duże, nie nadające się do użycia w całości. W Polsce, jak już wiemy, radzono sobie dzieląc po prostu mo­nety czy inne przedmioty srebrne na odpowiednio małe części. W Czechach, gdzie wówczas miały już przewagę monety rodzi­me, takie ich dzielenie było widocznie niepożądane czy zgoła nie­opłacalne; w każdym razie w znaleziskach czeskich nie spotyka­my prawie wcale podobnych fragmentów. Ponieważ denary nie mogły początkowo zaspokoić wszystkich potrzeb wymiany, rezer­wowano je raczej do transakcji wyższego rzędu, chociaż i takie transakcje, jak świadczy przytoczony tekst Ibrahima, bywały dokonywane także przy pomocy „chusteczek”, za które „nabywa się pszenicę, mąkę, konie, złoto, srebro i wszelkie przedmioty”. Dopiero wraz ze wzrostem liczebnym monety na rynku, może więc już na przełomie X i XI stulecia, „chusteczki” zanikły; w każdym razie nie mamy o nich żadnych późniejszych wiadomości. Podobne zjawisko, ale już bardziej rozwinięte, spotykamy na Rusi wczesnośredniowiecznej w postaci pieniądza skórkowego.

Opowiada o nim nader dokładnie autor arabski, Abu Hamid al Andalusi al Garnati, piszący pod koniec pierwszej połowy XII w. Przed zapoznaniem się z jego relacją przyjrzyjmy się, chociażby pobieżnie, wcześniejszym wiadomościom o użytkowaniu na zie­miach ruskich pieniądza niemonetarnego, zwłaszcza futrzanego. W źródłach ruskich znajduje się bardzo wiele wzmianek o „ku­nach” jako jednostkach pieniężnych. Znaczenie tego określenia jest bardzo sporne i od dawna szeroko dyskutowane przez bada­czy. Niektórzy sądzą, iż „kuna” oznacza istotnie futerko kunie, którym posługiwano się w handlu jako jednostką pieniężną; inni uważają, że jest to tylko termin określający pieniądz srebrny równy ok. 2,7 g srebra, czyli odpowiadający wadze starszych dir­hemów arabskich, a nazwany tak wyłącznie dlatego, że — jak wiadomo z omówionych już przekazów pisanych — w wymianie ze Wschodem za jednego dirhema dawano właśnie jedno futerko kunie. Ten ostatni pogląd jest na pewno w znacznym stopniu trafny i nie ulega wątpliwości, iż dużą część wzmianek o „ku­nach” należy tak właśnie rozumieć, widząc w nich nawet, jeśli dotyczą okresu do końca X w., bezpośrednie oznaczenie arabskich dirhemów. Podobnie wypada objaśniać wiadomości o innej, mniejszej jed­nostce pieniężnej, zwanej w źródłach ruskich „wewerica”, czyli „wiewiórka”. Jej wartość szacuje się na 1/s „kuny”, a więc mogła być reprezentowana przez ułamki monet lub innych przedmiotów srebrnych ważące ok. 0,34 g. Była to w każdym razie najdrob­niejsza jednostka ruskiego systemu pieniężnego, aczkolwiek w przeliczeniu na wagę,srebra jeszcze dwa razy znaczniejsza niż „chusteczki” czeskie opisane przez Ibrahima, odpowiadające Vio denara, czyli ok. 0,15 g srebra.

Wydaje się, że niezależnie od tego, jak realizowano w srebrze owe jednostki wartości, także same futerka kun czy też wiewió­rek bywały na Rusi użytkowane bezpośrednio w roli środków pie­niężnych o powszechnie uznanej wartości, zwłaszcza na terenach, gdzie pieniądz srebrny nie występował w dostatecznej ilości. Do pełnienia takich zadań futerka nadawały się dzięki stosunkowo dużej trwałości i względnej jednolitości, przy czym ich konkretna Wartość użytkowa była chyba dość ograniczona, szczególnie na tych obszarach Rusi, które obfitowały w futra zwierząt znacznie bardziej użyteczne jako okrycie lub ozdoba stroju niż skórki wie­wiórcze, a nawet kunie. I tutaj więc w znacznym stopniu należy się liczyć z umowną wartością tych futerek, uzależnioną przede wszystkim od przeciętnego wkładu pracy niezbędnej do ich zdo­bycia, a nie od ich walorów użytkowych. Chociaż skórki kunie i wiewiórcze stanowiły środki w zasadzie powszechnie znane i powszechnie dostępne, oczywiście łatwiej można je było uzyskać w strefach zalesionych niż na obszarach stepowych. Nie wydaje się więc niczym dziwnym ani zabawnym, jak to określał niedawno jeden z badaczy, zwolennik „teorii metalistycznej”, a wróg „teorii futer”, iż „po pieniądz trzeba było chodzić do lasu” 8. Istotnie. Zajęcia łowieckie, które dostarczały tych futerek, nie były w niczym gorsze od innych zajęć, dzięki którym uzyskiwano odmienne, bardziej z pozoru rozwinięte for­my jednostek pieniężnych. Zobaczymy zresztą, że stosunkowo wcześnie, bo najpóźniej w pierwszej połowie XII w., skórki takie stały się tworzywem jednostek pieniężnych, których stopień roz­woju nie ustępował współczesnym wytworom organizacji men niczej innych krajów.

Interesujące nas tu dane przynosi relacja wspomnianego przed chwilą Abu Hamida. Stwierdza ona niedwuznacznie, iż „kuny” ruskie to nie tylko jednostki pieniądza srebrnego, ale i właściwy, konkretny pieniądz skórkowy. Opis Abu Hamida przypada zre­sztą na czas, gdy po ustaniu dopływu monet obcych na Ruś na­stąpić musiała znaczna intensyfikacja użytkowania niekruszcowych środków pieniężnych; może też Avtedy dopiero zyskały one ten wysoki stopień rozwoju, który przedstawia relacja. A oto ona: „Jako środek płatniczy służą im [tzn. mieszkańcom Rusi] stare futra wiewiórek, które są bez sierści, a których nikt do niczego nie potrzebuje i które nie nadają się do niczego. Wartość osiem­nastu takich skórek odpowiada, według ich obliczeń, jednemu srebrnemu dirhemowi. Wiążą je w wiązki, które zwane są g.q.n.[?]. Za każdą skórkę można u nich kupić bochenek znakomitego chle­ba, który wystarczy silnemu mężowi [na jeden dzień]. Za [te] skórki kupują wszystkie rzeczy, od niewolnic i niewolników aż do złota, srebra, bobrowych futer i innych potrzebnych towarów. Gdyby te skórki znajdowały się w innym kraju, nie można by kupić za tysiąc ich ładunków ani jednego ziarnka [zboża] i nie byłyby w ogóle potrzebne. Kiedy te skórki wyskubią w swych domach [z włosów], rozcinają je, wkładają do worków i odnoszą na targ.

Posiadają tam znanych mężów, przy których są robot­nicy, którzy natychmiast obrabiają u nich te skórki. Robotnicy zszywają każde osiemnaście skórek mocną nicią w jedną wiązkę. Potem robotnik umocowuje na końcu nici kawałek czarnego oło­wiu, na którym wyciska pieczęć z wizerunkiem króla. I [tak] pieczętują skórkę za skórką, aż wszystkie zostaną opatrzone pie­częcią. Nie jest możliwe, aby ktokolwiek mógł odrzucić tak ozna­czoną skórkę przy sprzedaży lub kupnie” 9. Już na pierwszy rzut oka uderza podobieństwo tego zapisu do relacji Ibrahima ibn Jakuba. W obu wypadkach autorzy akcen­tują nieprzydatność opisywanych jednostek pieniężnych do żad­nych celów praktycznych. Abu Hamid podkreśla, że ze skórek specjalnie wyskubuje się włosie; widocznie taka ich nieużyteczność była nawet niejako warunkiem spełniania przez nie funkcji pieniężnych. Zarazem pozbawianie skórek włosia zwiększało wkład pracy konieczny do uzyskania takich jednostek. Jest to więc już etap o wiele wyższy od tego, który reprezentują formy pieniądza tzw. przedmiotowego, wytworzone przez nadanie ja­kiemuś towarowi o powszechnej użyteczności rangi miernika war­tości i środka wymiany. Opisany przez Ibrahima i Abu Hamida pieniądz to tylko ucie­leśniona w postaci skórki lub „chusteczki” określona ilość pracy. Innym przykładem identycznego zjawiska są używane również na Rusi w wiekach średnich „mordki”, czyli same główki odcięte od skór kunich lub wiewiórczych.

Oczywiście „mordka” także wyrażała pewną ilość społecznie niezbędnej pracy, a przy tym samo futerko nie traciło całkowicie wartości użytkowej, bo cho­ciaż nie miało główki, mogło zostać spożytkowane przez właści­ciela. Obie relacje podkreślają też stały stosunek wartości istniejący pomiędzy opisywanymi jednostkami a pieniądzem srebrnym, w wypadku Czech denarem, w wypadku Rusi dirhemem. Jak z tego wynika, dirhem utrzymywał rangę miernika wartości jesz­cze przez długi czas po ustaniu jego masowego dopływu na ziemie ruskie. W przeliczeniu na pieniądz srebrny wartość „chusteczki” wynosiła tyle co ok. 0,15 g srebra, skórki zaś tyle co ok. 0,17 g; reprezentowały więc one jednostki zupełnie współrzędne. Nato­miast ich siła nabywcza na rynku była bardziej zróżnicowana. Za „chusteczkę” bowiem można było kupić „pszenicę na trzy dni dla jednego człowieka”, a za skórkę, „bochenek znakomitego chleba, który wystarczy silnemu mężowi [na jeden dzień]”.

Wynikałoby stąd, że w przeliczeniu na srebro cena chleba była na Rusi wyż­sza niż w Czechach. Ponieważ jednak prawie dwa wieki dzielą te relacje, trudno oczywiście wyciągać miarodajne wnioski doty­czące poziomu cen i siły nabywczej srebra w obu krajach. Zakres użytkowania tak „chusteczek”, jak i skórek nie ogra­niczał się wyłącznie do wymiany drobnicowej. Oba opisy pod­kreślają, że jednostkami tymi posługiwano się także w transak­cjach wyższego rzędu, np. przy zakupie koni, niewolników i krusz­ców szlachetnych. Jeśli więc cena niewolnika na Rusi, jak pamię­tamy, wynosiła — co prawda w okresie wcześniejszym — ok. 100 dirhemów, to w odpowiednim przeliczeniu jego równowartość stanowiłoby ok. 1800 skórek. Nie możemy niestety sprawdzić, czy rachunek taki odpowiada rzeczywistości i czy istotnie ten typ pieniądza był praktycznie użytkowany przy dużych transakcjach wymiennych. Najbardziej istotna różnica pomiędzy obu opisywanymi rodza­jami pieniądza polega na fakcie pieczętowania skórek ruskich na targach przez „znanych mężów”, tj. jakichś urzędników książę­cych. Dopiero po przyłożeniu ołowianej pieczęci z wyobrażeniem władcy skórki zyskiwały rangę pieniądza państwowego, chronio­nego przez prawo książęce, które zapewniało mu przymusowy obieg. Nie jest to więc już pieniądz jedynie umowny, obiegający na zasadzie powszechnie przyjętego zwyczaju, co — jak się zda­je — miało miejsce w wypadku „chusteczek” czeskich, ale jedr nostka całkowicie równorzędna monecie książęcej, tyle tylko, iż sporządzona z innego tworzywa.

Wyraża ona ten sam etap roz­woju gospodarki pieniężnej, który osiągnęły współcześnie są­siednie kraje, wśród nich i Polska, dysponujące większymi zaso­bami srebra, wprowadzając przymusowy obieg monety krajowej. Podobny jest nawet sposób wykorzystywania targów do ściągania pieniądza od ludności. „Znani mężowie” wspomniani przez Abu Hamida to funkcjonariusze książęcego aparatu skarbowego, bar­dzo bliscy naszym mincerzom, wymieniającym na targach mone­tę, których działalność poznamy w jednym z następnych roz­działów. Istnieją inne jeszcze przykłady użytkowania w krajach sąsia­dujących z Polską futerek lub skórek jako środków pieniężnych. Świadectwa posługiwania się nimi w takiej roli, mniej lub bar­dziej wymowne, pochodzą nie tylko z Rusi, ale także z ziem połabskich i pruskich. Znamy je również z samej Polski, aczkolwiek są to przeważnie relacje pośrednie i stosunkowo późne, wskazują­ce na przeżytkowy raczej charakter podobnych środków pienięż­nych. Z polskich świadectw wynika jednak dość wyraźnie, że futerka takie, czyli tzw. łupieże, traktowano u nas jako środek zastępczy pieniądza monetarnego lub może raczej stanowiący jego uzupełnienie.

Obfitość monety obcej w X i XI stuleciu, a potem stosunkowo znaczny rozwój mennictwa rodzimego nie pozwoliły wprawdzie nigdy na poszerzenie zakresu użytkowania owych futerek do gra­nic systemu skarbowego, jaki widzimy na pozbawionej własnej monety Rusi, posługiwano się nimi jednak częstokroć przy uiszczaniu różnych świadczeń feudalnych, a nawet przy transakcjach handlowych. Szczególnie pierwsze z nich wskazują, że płatności w łupieżach dokonywane przez ludność na rzecz niektórych insty­tucji, zwłaszcza kościelnych, przekraczały znacznie istotne zapo­trzebowanie odbiorców na owe futerka jako przedmioty użytkowe. Musiały więc one mieć walor szerszy, musiały być zbywalne, łatwe zawsze do wymienienia na inne, konkretnie potrzebne artykuły, a zatem pełniły co najmniej niektóre funkcje pieniężne. Część z nich zresztą, jak stosunkowo najliczniej notowane skórki wie­wiórcze, posiadała w ogóle minimalną tylko wartość użytkową. Jeden z roczników podaje nawet, że pod koniec XIII w. posłu­giwano się w Polsce także główkami wiewiórczymi, a więc środ­kiem pieniężnym identycznym z „mordkami” na Rusi, o których mówiliśmy uprzednio.

Inne dokumenty wspominają o „grzyw­nach kun”, co prawdopodobnie oznacza pewną ilość skórek kunich o łącznej wartości równej grzywnie srebra; próby określe­nia tej liczby dają jednak różne wyniki i nie są całkowicie pewne. Funkcje pieniężne należy w naszym wypadku przypisywać w zasadzie tylko pośledniejszym, a więc bardziej powszechnym rodzajom futer, jak wiewiórki lub kuny. Natomiast wzmianki o niektórych opłatach karnych, które należało już zresztą w XIV w., uiszczać w futrach gronostajów, popielic lub łasic, wskazują na raczej nietypowe stosowanie ich jako środka płatni­czego, ograniczone do sporadycznych wypadków. Wszystkie te wiadomości, pochodzące ze źródeł z XII, XIII lub nawet XIV i XV w., uważa się zazwyczaj za świadectwo istnienia przeżytkowych wówczas form pieniądza futerkowego, które miały być bardziej rozpowszechnione w okresie dawniejszym, poprze­dzającym pojawienie się w Polsce pieniądza monetarnego, a więc chyba najpóźniej w IX stuleciu. Wnioski takie sięgają jednak zbyt głęboko w przeszłość.

Nie wyłączając istnienia jakichś podob­nych zjawisk, o których wszakże nic konkretnego nie wiemy, owe relacje z późniejszego średniowiecza wypada wiązać raczej z pa­nującą wtedy sytuacją, kiedy wzrastających wciąż potrzeb rynku pieniężnego nie zaspokajały w dostatecznym stopniu mennice książęce, w związku z czym szukano uzupełnień w owych środ­kach zastępczych, chociaż może niekiedy nie pozbawionych ja­kichś dawniejszych tradycji. Przykładem.takiej, na pewno wtórnie wprowadzonej zastępczej formy pieniądza jest sól, artykuł powszechnie potrzebny, ale nie powszechnie dostępny, a przez to nie mogący chyba spełniać owej funkcji w okresach o wiele wcześniejszych. Użycie jej jako pie­niądza było też raczej dopiero wynikiem ukształtowania się orga­nizacji książęcej gospodarki skarbowej w XII stuleciu i książęcego monopolu na eksploatację i sprzedaż soli. Jak zobaczymy jeszcze w dalszych rozdziałach, sprzedaży soli dokonywał na targach mincerz książęcy, dzięki czemu ściągał z obrotu monetę srebrną.

Sa­ma sól, jeśli nie ulegała konsumpcji, zachowywała, a może właś­nie i uzyskiwała w ten sposób walor środka pieniężnego, o ściśle określonej wartości w stosunku do srebra, i służyła z kolei do uiszczania niektórych świadczeń i opłat, zwłaszcza karnych. Używana była w postaci bryłek, zwanych „kruszarni” (niektó­rzy badacze przypuszczają, że od takich właśnie „krusz” pochodzi nazwa Kruszwicy, w której stwierdzono istnienie słonych źródeł; jeśli ich domysł jest trafny, nazwa tej prastarej miejscowości stanowiłaby najwcześniejsze świadectwo produkowania soli w formie bryłek). Niestety, nie wiemy, jaką wielkość i wagę posiadała jedna „kruszą”, w każdym razie była to jedna.z naj­mniejszych znanych nam w wiekach średnich pieniężnych jednostek wartości. W najdawniejszym zbiorze polskiego prawa zwyczajowego, spisanym pod koniec XIII w., wśród zanotowanych tam opłat karnych wyrażających się kwotą kilkudziesięciu lub kilkunastu grzywien wspomniana jest jako najniższa kara opłata zwana „trzysta”; księga ta w następujący sposób wyjaśnia jej znaczenie, niezupełnie już jasne nawet dla współczesnych. „Skąd wywodzi swoją nazwę kara, która nazywa się «trzysta», niech to będzie wiadomo: dawniej istniał w Polsce zwyczaj łama­nia soli w kawałki, [poszczególna] ich jednostka zwała się skru­szą*; tych płacono trzysta [sztuk]. Co prawda teraz sól [w cha­rakterze pieniądza] wyszła z użycia, wszakże kara nazywa się [dalej] «trzysta»”.10 Realna wartość tej kary, uiszczanej już wtedy w srebrze, by­ła rozmaita; np. jak podaje wspomniana księga: „Kara «trzysta» dla rycerza [wynosi] 8 skojców, kara «trzysta» dla chłopa — 3 skojce.”

Jest to więc już tylko nazwa jednostki umownej, o wartości względnej, która w cytowanym wypadku waha się od V3 do Vg grzywny. Ponieważ pod koniec XIII w. grzywna ważyła ok. 200 g, zatem 300 „kruszom” soli odpowiadałoby od ok. 67 do ok. 25 g srebra, a stąd jednej „kruszy” odpowiadałoby od ok. 0,22 do ok. 0,08 g tego kruszcu. Jest to oczywiście obliczenie tylko orientacyjne, ale ukazuje ono znów ten sam rząd minimalnych jednostek pieniężnych, które uprzednio poznaliśmy z przykładu czeskich „chusteczek” lub ruskich skórek wiewiórczych. Do po­dobnego rzędu schodzą też w XIII w. najmniejsze monety, brak­teaty, o wadze 0,1—0,2 g srebra, nie zawsze czystego. Sądząc jed­nak z innych dokumentów wzmiankujących o karze „trzysta”, wy­pada przyjąć, że w okresie wcześniejszym wartość jednej „kruszy” była większa, równa prawdopodobnie ok. 2 g srebra. Popyt na tę kategorię drobnych jednostek pieniężnych, służących do zakupu bochenka chleba, kilku jaj czy innych artykułów codziennego spożycia, było najtrudniej zaspokoić wo­bec ogromnych potrzeb coraz bardziej chłonnego rynku, w związku z czym, jak widzimy, musiano posługiwać się środkami z różno­rodnych tworzyw, dobieranych w zależności od warunków lokal­nych. Dopiero w wiekach późniejszych udoskonalona produkcja mennicza zdołała dostarczyć dostatecznej ilości małych i dużych monet, dostosowanych do wszelkiego typu transakcji i płatności, w tym też i najdrobniejszych. Ale czyż nawet do czasów najnow­szych po zapadłych wsiach przy braku „drobnych” nie posługi­wano się niekiedy jajami, zbożem lub płótnem, traktowanym zwyczajowo jako „surogat” pieniądza?

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.